- Nie wyobrażam sobie, żebyśmy mogli zawalić i nie przyjść – mówi Alicja Kotewicz, zaangażowana w akcję Food Not Bombs. – Kiedy my przyjeżdżamy, to ci ludzie przeważnie już czekają w kolejce ze swoimi pojemnikami, butelkami i termosami.
Od początku grudnia do końca marca, przy dworcu głównym PKP w każdą niedzielę punktualnie o godz. 13.30 grupa Food Not Bombs rozdaje bezdomnym ciepłe posiłki.
- Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, żebyśmy mogli zawalić i nie przyjść. – stwierdza Alicja Kotewicz, studentka architektury krajobrazu. – Kiedy my przyjeżdżamy, to ci ludzie przeważnie już czekają w kolejce ze swoimi pojemnikami, butelkami i termosami. Kiedy akcja się kończy, to uprzedzamy, że to już ostatni raz w tym sezonie.
Rozdawane posiłki są wegańskie. Organizatorzy akcji chcą udowodnić, że możliwe jest przygotowanie pełnowartościowych posiłków bez wykorzystywania w tym celu zwierząt. Nie chcą pomagać ludziom, skazując na cierpienie inne żywe istoty. W związku z tym, że podstawą takiego dania są warzywa, koszt jego przygotowania nie jest tak wysoki, jak mogłoby się wydawać.
Wychodzi niedrogo
- Zakupy robimy na giełdach warzywnych, więc przeważnie są to groszowe sprawy. – mówi Maciej Martynowski, tym razem zajmujący się zaopatrzeniem. – Raczej nie zdarza się, żeby jeden „food” wyniósł nas więcej niż pięćdziesiąt złotych.
Obiady jeszcze do niedawna przygotowywane były w maleńkiej kuchence w Warmińskiej Bibliotece Wolnościowej.
- Ostatnio zalało nam tamtą kuchnię. Jakaś uszczelka pękła, czy rura i teraz gotujemy u mnie w mieszkaniu – przyznaje ze śmiechem Emilia Konwerska. – Zresztą kuchnia w WBW była strasznie wyziębiona i nawet nie było jak jej ogrzać.
Potężne termosy
Również potężne termosy z gotową już zupą przewożone są przez organizatorów ich własnymi samochodami.
- Raz było tak, że dziewczyny musiały zawieźć wszystko autobusem – przypomina Marcin Bernac, 23-latek z Food Not Bombs. – Jakoś tak wyszło, że nie było żadnego z chłopaków z samochodem. Ale to chyba tylko ten jeden przypadek.
Ponieważ grupa ta jest niezależna od jakichkolwiek organizacji rządowych, wyznaniowych czy partii politycznych, to pieniądze na swoją działalność uzyskuje dzięki koncertom benefitowym i zbiórkom.
Hasło „Jedzenie zamiast bomb” nawiązuje do głównych założeń ideologicznych grupy. Aktywiści sprzeciwiają się działaniom wojennym oraz wydawaniu coraz większej ilości pieniędzy na zbrojenia i cele militarne, podczas gdy realne problemy społeczne – takie jak głód i bezdomność – nadal nie są rozwiązane.
Katarzyna Piotrak
FNB działa przy Warmińskiej Bibliotece Wolnościowej. Dodatkowe informacje o działalności i założeniach ideowych można znaleźć na oficjalnej stronie biblioteki. Jeśli chcesz pomóc w organizowaniu akcji, bądź wesprzeć ją, pisz – fnb-olsztyn@o2.pl
Food Not Bombs to akcja, która powstała w Stanach Zjednoczonych w 1980 roku z inicjatywy kilkunastu działaczy antywojennych. Mimo, że początkowo aktywiści byli ścigani przez policję, dochodziło do aresztowań i konfiskat wydawanej żywności, to jej idea szybko stała się popularna w całym kraju. Obecnie podobne działania prowadzone są na całym świecie. W samej Polsce obejmuje ona niemal dwadzieścia miast. W Olsztynie odbywa się już po raz dziewiąty.
- Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, żebyśmy mogli zawalić i nie przyjść. – stwierdza Alicja Kotewicz, studentka architektury krajobrazu. – Kiedy my przyjeżdżamy, to ci ludzie przeważnie już czekają w kolejce ze swoimi pojemnikami, butelkami i termosami. Kiedy akcja się kończy, to uprzedzamy, że to już ostatni raz w tym sezonie.
Rozdawane posiłki są wegańskie. Organizatorzy akcji chcą udowodnić, że możliwe jest przygotowanie pełnowartościowych posiłków bez wykorzystywania w tym celu zwierząt. Nie chcą pomagać ludziom, skazując na cierpienie inne żywe istoty. W związku z tym, że podstawą takiego dania są warzywa, koszt jego przygotowania nie jest tak wysoki, jak mogłoby się wydawać.
Wychodzi niedrogo
- Zakupy robimy na giełdach warzywnych, więc przeważnie są to groszowe sprawy. – mówi Maciej Martynowski, tym razem zajmujący się zaopatrzeniem. – Raczej nie zdarza się, żeby jeden „food” wyniósł nas więcej niż pięćdziesiąt złotych.
Obiady jeszcze do niedawna przygotowywane były w maleńkiej kuchence w Warmińskiej Bibliotece Wolnościowej.
- Ostatnio zalało nam tamtą kuchnię. Jakaś uszczelka pękła, czy rura i teraz gotujemy u mnie w mieszkaniu – przyznaje ze śmiechem Emilia Konwerska. – Zresztą kuchnia w WBW była strasznie wyziębiona i nawet nie było jak jej ogrzać.
Potężne termosy
Również potężne termosy z gotową już zupą przewożone są przez organizatorów ich własnymi samochodami.
- Raz było tak, że dziewczyny musiały zawieźć wszystko autobusem – przypomina Marcin Bernac, 23-latek z Food Not Bombs. – Jakoś tak wyszło, że nie było żadnego z chłopaków z samochodem. Ale to chyba tylko ten jeden przypadek.
Ponieważ grupa ta jest niezależna od jakichkolwiek organizacji rządowych, wyznaniowych czy partii politycznych, to pieniądze na swoją działalność uzyskuje dzięki koncertom benefitowym i zbiórkom.
Hasło „Jedzenie zamiast bomb” nawiązuje do głównych założeń ideologicznych grupy. Aktywiści sprzeciwiają się działaniom wojennym oraz wydawaniu coraz większej ilości pieniędzy na zbrojenia i cele militarne, podczas gdy realne problemy społeczne – takie jak głód i bezdomność – nadal nie są rozwiązane.
Katarzyna Piotrak
FNB działa przy Warmińskiej Bibliotece Wolnościowej. Dodatkowe informacje o działalności i założeniach ideowych można znaleźć na oficjalnej stronie biblioteki. Jeśli chcesz pomóc w organizowaniu akcji, bądź wesprzeć ją, pisz – fnb-olsztyn@o2.pl
Food Not Bombs to akcja, która powstała w Stanach Zjednoczonych w 1980 roku z inicjatywy kilkunastu działaczy antywojennych. Mimo, że początkowo aktywiści byli ścigani przez policję, dochodziło do aresztowań i konfiskat wydawanej żywności, to jej idea szybko stała się popularna w całym kraju. Obecnie podobne działania prowadzone są na całym świecie. W samej Polsce obejmuje ona niemal dwadzieścia miast. W Olsztynie odbywa się już po raz dziewiąty.
