Czyli olsztyński lip dub. Kilkuset studentów, godziny przygotowań i świetna zabawa - tak wyglądały przygotowania do tego specyficznego teledysku.
Lip dub to rodzaj wideo, który jest kręcony przeważnie jednym ujęciem kamery, bez cięć i montażu. W tworzeniu tego specyficznego teledysku bierze udział od kilkudziesięciu do kilkuset osób, które udają, że śpiewają utwór, który leci w tle.
Właśnie od tego charakterystycznego elementu pochodzi nazwa lip dub - czyli po angielsku usta i dubbing. Podczas kręcenia kamera przechodzi przez wiele pomieszczeń, zmienia swoje położenie. Nazwę wymyślił w 2006 roku Jakob Lodwick, który sfilmował się podczas przechadzki ze słuchawkami na głowie i śpiewania piosenki.
Swoje lip dub'y nakręciły już prawie wszystkie znaczące uczelnie w Polsce. Filmami kręconymi jednym ujęciem mogą pochwalić się między innymi: Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego, który jest najbardziej rozpoznawalnym lip dub'em w Polsce, a także Uniwersytet Warszawski oraz Uniwersytet Jagielloński.
Tyle teorii. Teraz praktyka. Jak przekonali się twórcy lip dub'a z Uniwersytetu Warmińsko Mazurskiego, w praktyce nie jest łatwo. Problemy rozpoczęły się, kiedy organizatorzy próbowali zebrać chętnych do wzięcia w przedsięwzięciu. Na początku przyszło... kilka osób.
To nie zniechęciło jednak ekipy i próbowała dalej. Kiedy już w końcu napisano scenariusz, na plan teledysku - do Biblioteki Uniwersyteckiej - przyszła ponad 300 osób i nakręcono film, okazało się, że piosenka, która została wykorzystana jako podkład - MIKA: We are golden - nie może zostać rozpowszechniana bez zapłacenia za prawa autorskie do utworu.
To także nie spowodowało, że organizatorzy załamali ręce. Kilka miesięcy chodzenia, pisania i męczenia. W końcu udało się otrzymać zgodę na wykorzystanie utworu. Początkową cenę - 4 tysiące - udało się zbić do 700 złotych.
Kilkaset złotych, kilkaset osób i już ponad kilka tysięcy odwiedzin na youtube - tak w liczbach można podsumować lip dub UWM. Film został opublikowany na oficjalnym kanale UWM na serwisie youtube kilka dni temu.
Właśnie od tego charakterystycznego elementu pochodzi nazwa lip dub - czyli po angielsku usta i dubbing. Podczas kręcenia kamera przechodzi przez wiele pomieszczeń, zmienia swoje położenie. Nazwę wymyślił w 2006 roku Jakob Lodwick, który sfilmował się podczas przechadzki ze słuchawkami na głowie i śpiewania piosenki.
Swoje lip dub'y nakręciły już prawie wszystkie znaczące uczelnie w Polsce. Filmami kręconymi jednym ujęciem mogą pochwalić się między innymi: Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego, który jest najbardziej rozpoznawalnym lip dub'em w Polsce, a także Uniwersytet Warszawski oraz Uniwersytet Jagielloński.
Tyle teorii. Teraz praktyka. Jak przekonali się twórcy lip dub'a z Uniwersytetu Warmińsko Mazurskiego, w praktyce nie jest łatwo. Problemy rozpoczęły się, kiedy organizatorzy próbowali zebrać chętnych do wzięcia w przedsięwzięciu. Na początku przyszło... kilka osób.
To nie zniechęciło jednak ekipy i próbowała dalej. Kiedy już w końcu napisano scenariusz, na plan teledysku - do Biblioteki Uniwersyteckiej - przyszła ponad 300 osób i nakręcono film, okazało się, że piosenka, która została wykorzystana jako podkład - MIKA: We are golden - nie może zostać rozpowszechniana bez zapłacenia za prawa autorskie do utworu.
To także nie spowodowało, że organizatorzy załamali ręce. Kilka miesięcy chodzenia, pisania i męczenia. W końcu udało się otrzymać zgodę na wykorzystanie utworu. Początkową cenę - 4 tysiące - udało się zbić do 700 złotych.
Kilkaset złotych, kilkaset osób i już ponad kilka tysięcy odwiedzin na youtube - tak w liczbach można podsumować lip dub UWM. Film został opublikowany na oficjalnym kanale UWM na serwisie youtube kilka dni temu.
