Na olsztyńskich Brzezinach można znowu spotkać dziki. Często przechadzają się spokojnie nawet w pobliżu ludzkich siedzib i sklepów.
W piątek trzy dziki podeszły bardzo blisko pod ogrodzenia domów jednorodzinnych, spokojnie buchtując łąkę w poszukiwaniu pożywienia. Zwierzęta zjawiają się tu, bo są wciąż dokarmiane przez mieszkańców osiedla, ale też dlatego, że aglomeracja miejska zajęła tereny ich ostoi. Faktem jest to, że pojawiają się tu często, budząc strach wśród mieszkańców i studentów wracających z zajęć na wynajmowane stancje.
Ostatnio widziane dziki to prawdopodobnie lochy. Marzec i kwiecień to okres ich proszenia się. Locha z warchlakami jest szczególnie niebezpieczna dla ludzi. Myśliwi i leśnicy twierdzą, że ostatnie lekkie zimy są przyczyną nadmiernego rozmnażania się dzika. Być może ze względu na ograniczoną bazę pokarmową w lesie zwierzęta migrują do miasta, gdzie znajdują łatwe pożywienie podawane przez ludzi.
Mimo interwencji Straży Miejskiej niechciani „lokatorzy” nie planują przeprowadzki. Zdumiewające jest to, że dziki nie pojawiają się na ulicach osiedla tylko w nocy, lecz potrafią wyjść z pobliskich lasków w dzień. Nie czują strachu przed obserwującymi je ludźmi i jeżdżącymi samochodami.
– Nie przychodzą codziennie, ale kiedy już są, są bardzo blisko. Można robić im spokojnie zdjęcia i obserwować, co robią - mówi jeden z mieszkańców Brzezin, wskazując za płot swojego domu.
Mieszkańcy wciąż zachowują się mało odpowiedzialnie, dokarmiając dzikie zwierzęta. Dlatego trzeba uświadamiać społeczeństwo o skutkach ich nieprzemyślanej „miłości do zwierząt”. Oswajanie dzików kłóci się z ich naturą, a efektem tego jest niepotrzebny dla nich stres przy ich odławianiu. Natomiast zaskakujące spotkania z dziką zwierzyną w środku osiedla miejskiego wywołują często panikę.
Studentka
Ostatnio widziane dziki to prawdopodobnie lochy. Marzec i kwiecień to okres ich proszenia się. Locha z warchlakami jest szczególnie niebezpieczna dla ludzi. Myśliwi i leśnicy twierdzą, że ostatnie lekkie zimy są przyczyną nadmiernego rozmnażania się dzika. Być może ze względu na ograniczoną bazę pokarmową w lesie zwierzęta migrują do miasta, gdzie znajdują łatwe pożywienie podawane przez ludzi.
Mimo interwencji Straży Miejskiej niechciani „lokatorzy” nie planują przeprowadzki. Zdumiewające jest to, że dziki nie pojawiają się na ulicach osiedla tylko w nocy, lecz potrafią wyjść z pobliskich lasków w dzień. Nie czują strachu przed obserwującymi je ludźmi i jeżdżącymi samochodami.
– Nie przychodzą codziennie, ale kiedy już są, są bardzo blisko. Można robić im spokojnie zdjęcia i obserwować, co robią - mówi jeden z mieszkańców Brzezin, wskazując za płot swojego domu.
Mieszkańcy wciąż zachowują się mało odpowiedzialnie, dokarmiając dzikie zwierzęta. Dlatego trzeba uświadamiać społeczeństwo o skutkach ich nieprzemyślanej „miłości do zwierząt”. Oswajanie dzików kłóci się z ich naturą, a efektem tego jest niepotrzebny dla nich stres przy ich odławianiu. Natomiast zaskakujące spotkania z dziką zwierzyną w środku osiedla miejskiego wywołują często panikę.
Studentka
