Liczy się fach w ręku

2010-02-23 00:00:00

— Pracownicy fizyczni radzą sobie na rynku pracy lepiej niż absolwenci uczelni wyższych, zwłaszcza humaniści — przyznaje Krystyna Dudzińska, dyrektor olsztyńskiego Urzędu Pracy.

Choć bezrobocie duże, wielu właścicieli firm narzeka, że nie mogą znaleźć pracowników. Brakuje im wykwalifikowanych robotników, murarzy czy elektryków. Dlatego absolwentom zawodówek najłatwiej dziś znaleźć pracę. Na drugim biegunie są humaniści, dla których ofert pracy jest wyjątkowo mało.

— Pracownicy fizyczni radzą sobie na rynku pracy lepiej niż absolwenci uczelni wyższych, zwłaszcza humaniści — przyznaje Krystyna Dudzińska, dyrektor Miejskiego i Powiatowego Urzędu Pracy w Olsztynie. — W ostatnim czasie w ogóle nie mamy ofert prac biurowych dla osób z wyższym wykształceniem. Poszukiwane są osoby po zawodówkach, np. stolarze, kucharze, kelnerzy czy barmani. Na początek pracodawcy oferują im najniższą krajową, ale po okresie próbnym jest szansa na lepsze zarobki.

Zawodówkę wyprzedziły tylko dwa ogólniaki
Być może właśnie dlatego młodzi ludzie coraz chętniej wybierają szkoły zawodowe zamiast liceów ogólnokształcących. Zespół Szkół Gastronomiczno-Spożywczych w Olsztynie podczas ubiegłorocznego naboru przeżył prawdziwy boom. — Po raz pierwszy byliśmy na trzecim miejscu pod względem liczby uczniów chętnych do nauki w pierwszych klasach. Wyprzedziły nas tylko dwa licea ogólnokształcące — przypomina Małgorzata Świech-Twarowska, dyrektor „gastronomika”. — Chyba do nastolatków już dotarło, że łatwiej znaleźć pracę, mając przygotowanie zawodowe.

Potwierdzają to uczniowie tej szkoły. Mariola Piotrak, ucząca się w czwartej klasie o specjalności technik organizacji usług gastronomicznych: — Restauracje zawsze będą potrzebne, ofert takiej pracy jest bardzo dużo. Zarobki nie są złe, a do tego dochodzą napiwki.

Jej kolega z klasy, Jakub Prątnicki, dodaje, że w „gastronomiku” uczy się nie tylko zawodu kucharza, ale też obsługi konsumenta i przedmiotów ekonomicznych. — O pracę się nie boję, bo już teraz dostajemy dobrze płatne zlecenia. Ostatnio przez 10 godzin pracowałem na sylwestra, zarobiłem 300 złotych — mówi Jakub.
Uczniowie „gastronomika” nie mają wątpliwości, że szybko znajdą pracę w zawodzie.

Murarza czy malarza skieruję od ręki.
Rzadziej młodzież wybiera szkoły budowlane, mimo że po nich też praca czeka. Henryk Gajdamowicz, dyrektor Zespołu Szkół Budowlanych w Olsztynie, przyznaje, że zauważa wzrost zainteresowania uczniów tą szkołą, ale nadal miejsc jest więcej niż chętnych.

— Każdego murarza czy malarza-tapeciarza skieruję od razu po szkole do pracy. Przychodzą do nas pracodawcy i oferują zatrudnienie, a my mamy za mało absolwentów — ubolewa dyrektor Gajdamowicz. — Z budowlanym fachem w ręku żaden mężczyzna nie zginie. Może np. założyć własną firmę. Dlaczego trudno zachęcić uczniów do nauki u nas? Może boją się ciężkiej pracy na budowie?

Od dwóch lat nieco więcej absolwentów gimnazjów wybiera naukę w Zespole Szkół Mechaniczno-Energetycznych w Olsztynie. Największą popularnością cieszą się poszukiwane na rynku pracy zawody: elektryk, mechanik, elektromechanik. — Mamy bardzo dużo ofert zatrudnienia w tych zawodach — podkreśla Grażyna Hołowieńsko-Rożniecka, dyrektor szkoły.

Nad tym, że na rynku pracy brakuje dobrych fachowców, ubolewają pracodawcy, którym trudno skompletować kadrę w firmie. — Zleceń mam dużo, ale co z tego, skoro od kilku miesięcy nie mogę znaleźć elektryka? Oferuję 2,5 tys. zł na rękę — irytuje się właściciel olsztyńskiej firmy z branży budowlanej.
Agnieszka Deoniziak
Uwaga! To jest archiwalny artykuł. Może zawierać niaktualne informacje.