Pasażerowie upchani do granic możliwości i kierowca zachowujący się, jakby wiózł worki ziemniaków. To obrazek z zatłoczonego autobusu MPK. — Wreszcie powinno się coś zmienić - uważa nasz czytelnik. Poszliśmy tym tropem.
>>> Zatłoczone autobusy wiozą studentów do Kortowa
Pętla "30" na Pieczewie. Jeżdżą nią do Kortowa studenci z Pieczewa, Jarot, os. Generałów i Nagórek. W sumie kilka tysięcy osób. Według rozkładu, pod Centrum Konferencyjne dojedziemy w 22 minuty. Kilkanaście minut przed rozpoczęciem zajęć.
Na przystanku jest tylko kilka osób. Na pierwszych dwóch przystankach dosiada kilka kolejnych. Czyżby studenci się mylili, a ich narzekania na tłok były ot, takim sobie gadaniem?
Dopiero na przystankach przy Janowicza i Jarockiej autobus się zagęszcza. Miejsca siedzące są już zajęte, a to jeszcze nie jest połowa drogi. — Teraz będzie już tylko gorzej — zapewnia nas dwóch studentów.
O tym, że na przystanku Sikorskiego-Wilczyńskiego czasem ciężko o miejsce, dobrze wie Andrzej Korytko, prodziekan ds. studiów niestacjonarnych. — Kiedyś na tych liniach było znacznie gorzej. Teraz sytuacja jest lepsza. Niestety, nadal zdarza się tak, że nie można wejść do autobusu, bo nie ma miejsca. Raz musiałem ominąć trzy autobusy i do pracy pojechać taksówką.
I jak na komendę do autobusu wsiadła spora grupa studentów. Gdy dojeżdżamy do przystanku Real, autobus jest już pełny. — Raz był tak zapełniony, że dwie dziewczyny zemdlały. Było bardzo duszno, a okna były pozamykane — dodaje Przemek, student z WNT.
Przemysław Kaperzyński, rzecznik MPKOd października do połowy listopada jest wzmożony ruch na liniach studenckich. Od połowy listopada natężenie w autobusach spada. Nie jesteśmy w stanie zmienić rozkładu jazdy na półtora miesiąca. Taka sytuacja jest co roku. W tych miesiącach jest tłok, ale potem jest już lepiej. Od stycznia do czerwca nie dostajemy sygnałów, że są jakieś problemy. W najbliższym czasie natężenie w autobusach powinno się ustabilizować. Prowadzimy także badania sprawdzające tendencje na naszych liniach.
Dojeżdżamy do Kortowa. Najpierw przystanek Uniwersytet-Prawochańskiego. Autobus bierze ostry zakręt. Wielu studentów traci równowagę. W utrzymaniu się na nogach pomagają drążki. — Trafiliśmy na dobrego kierowcę, ale czasami to jeżdżą tak, jakby ziemniaki wozili — wyjaśnia mi siedzący obok pasażer. — Na takich zakrętach najlepiej jak jest tłoczno. Wtedy nie ma szans na przewrócenie się. I nie trzeba się trzymać drążków.
— Przez to, że autobusy są tak zatłoczone, podróż do pracy jest jak jazda bez trzymanki. Szczególnie na tych dużych i ostrych zakrętach — tłumaczy Andrzej Korytko.
Marcin Wójcik
Nasza sonda: Jak nam się jeździ "30"?
Mariusz Auksztol
student
— Autobusy są zatłoczone, ale to też zależy o jakiej porze. Najgorzej jest rano, kiedy studenci jadą na zajęcia. Wtedy jest tłok.
Tomasz Kopka
student
— W "30" są beznadziejne warunki. W autobusach nie ma miejsca, nie wyrabiają się z czasem i jest w nich duszno. Do tego kierowcy są mało sympatyczyni.
Wioletta Jędrzejewska
studentka
— Staram się wybierać linie w takich godzinach, kiedy nie ma tłoku, kiedy studenci kończą lub zaczynają zajęcia.
wam
Pętla "30" na Pieczewie. Jeżdżą nią do Kortowa studenci z Pieczewa, Jarot, os. Generałów i Nagórek. W sumie kilka tysięcy osób. Według rozkładu, pod Centrum Konferencyjne dojedziemy w 22 minuty. Kilkanaście minut przed rozpoczęciem zajęć.
Na przystanku jest tylko kilka osób. Na pierwszych dwóch przystankach dosiada kilka kolejnych. Czyżby studenci się mylili, a ich narzekania na tłok były ot, takim sobie gadaniem?
Dopiero na przystankach przy Janowicza i Jarockiej autobus się zagęszcza. Miejsca siedzące są już zajęte, a to jeszcze nie jest połowa drogi. — Teraz będzie już tylko gorzej — zapewnia nas dwóch studentów.
O tym, że na przystanku Sikorskiego-Wilczyńskiego czasem ciężko o miejsce, dobrze wie Andrzej Korytko, prodziekan ds. studiów niestacjonarnych. — Kiedyś na tych liniach było znacznie gorzej. Teraz sytuacja jest lepsza. Niestety, nadal zdarza się tak, że nie można wejść do autobusu, bo nie ma miejsca. Raz musiałem ominąć trzy autobusy i do pracy pojechać taksówką.
I jak na komendę do autobusu wsiadła spora grupa studentów. Gdy dojeżdżamy do przystanku Real, autobus jest już pełny. — Raz był tak zapełniony, że dwie dziewczyny zemdlały. Było bardzo duszno, a okna były pozamykane — dodaje Przemek, student z WNT.
Przemysław Kaperzyński, rzecznik MPKOd października do połowy listopada jest wzmożony ruch na liniach studenckich. Od połowy listopada natężenie w autobusach spada. Nie jesteśmy w stanie zmienić rozkładu jazdy na półtora miesiąca. Taka sytuacja jest co roku. W tych miesiącach jest tłok, ale potem jest już lepiej. Od stycznia do czerwca nie dostajemy sygnałów, że są jakieś problemy. W najbliższym czasie natężenie w autobusach powinno się ustabilizować. Prowadzimy także badania sprawdzające tendencje na naszych liniach.
Dojeżdżamy do Kortowa. Najpierw przystanek Uniwersytet-Prawochańskiego. Autobus bierze ostry zakręt. Wielu studentów traci równowagę. W utrzymaniu się na nogach pomagają drążki. — Trafiliśmy na dobrego kierowcę, ale czasami to jeżdżą tak, jakby ziemniaki wozili — wyjaśnia mi siedzący obok pasażer. — Na takich zakrętach najlepiej jak jest tłoczno. Wtedy nie ma szans na przewrócenie się. I nie trzeba się trzymać drążków.
— Przez to, że autobusy są tak zatłoczone, podróż do pracy jest jak jazda bez trzymanki. Szczególnie na tych dużych i ostrych zakrętach — tłumaczy Andrzej Korytko.
Marcin Wójcik
Nasza sonda: Jak nam się jeździ "30"?
Mariusz Auksztol
student
— Autobusy są zatłoczone, ale to też zależy o jakiej porze. Najgorzej jest rano, kiedy studenci jadą na zajęcia. Wtedy jest tłok.
Tomasz Kopka
student
— W "30" są beznadziejne warunki. W autobusach nie ma miejsca, nie wyrabiają się z czasem i jest w nich duszno. Do tego kierowcy są mało sympatyczyni.
Wioletta Jędrzejewska
studentka
— Staram się wybierać linie w takich godzinach, kiedy nie ma tłoku, kiedy studenci kończą lub zaczynają zajęcia.
wam
