Ogromna przygoda, szkoła życia, możliwość poznania innej kultury, studentów z całego świata, posługiwanie się na co dzień innym językiem — to tylko niektóre z wartości, wrażeń, jakich można doznać studiując za granicą.
— Zachęcam wszystkich studentów do wykorzystania szansy, jaką daje program Erasmus, — mówi Aleksandra Sojak, studentka Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie — Aby poczuć ten klimat, naprawdę warto w siebie zainwestować!
— Programem Erasmus zaczęłam się interesować na drugim roku studiów — opowiada Aleksandra. — Początkowo myślałam, że tylko nielicznym udaje się dzięki niemu wyjechać za granicę. Zasięgnęłam na ten temat informacji na uczelni, w Internecie. Poznałam kilka osób, które wcześniej uczestniczyły w takim programie. Każda z nich zachęcała mnie do tej formy wyjazdu. Jakie warunki musi spełniać student, aby móc myśleć o udziale w Erasmusie?
Najważniejsze z tych warunków, to ukończenie co najmniej pierwszego roku studiów, zgoda dziekana wydziału na kontynuację studiów za granicą, odpowiednia średnia ocena z dotychczasowego toku studiów, ale na pewno powyżej 4,0, znajomość języka kraju, do którego student chce wyjechać. Konieczne też jest podpisanie dokumentu o gotowości współfinansowania wyjazdu zagranicznego, na wypadek gdyby wysokość stypendium była niewystarczająca.
Aleksandra Sojak i Tomasz Krzywiec, obydwoje studenci Wydziału Nauk Ekonomicznych złożyli wnioski o wyjazd na przełomie marca i kwietnia 2007 roku. Byli studentami trzeciego roku, a czwarty chcieli studiować we Włoszech. — Gdy dowiedziałam się o Erasmusie, początkowo chciałam jechać do Szwecji, gdyż języka angielskiego uczyłam się od wielu lat — mówi Ola. — Tak się jakoś złożyło, że w wakacje po drugim roku studiów pojechałam do Włoch do pracy. Tam miałam pierwszy kontakt z językiem, a we wrześniu porozumiewałam się już całkiem nieźle. Po powrocie z wakacji postanowiłam uczyć się włoskiego dalej, więc zapisałam się na roczny kurs tego języka. Zaczęłam się wahać między wyborem uczelni — w Szwecji czy we Włoszech? Nie było to wcale łatwe. W końcu jednak zadecydowałam o wyjeździe do Włoch. — Natomiast ja, w ostatniej chwili zrezygnowałem z wyjazdu do Szwecji — włącza się do rozmowy Tomek Krzywiec. — Chcąc pojechać do Włoch, zapisałem się na intensywny kurs języka włoskiego, który uczelnia organizowała dla wyjeżdżających do tego kraju studentów. Kurs zakończył się egzaminem, który obydwoje z Olą zdaliśmy bardzo dobrze. To zakwalifikowało nas do wyjazdu do Bari (Universita degli Studi di Bari).
Przed wyjazdem na studentów czekało jeszcze szereg formalności. Przed wyjazdem musieli założyć w banku konto walutowe w euro, na które miało potem wpływać stypendium. Następnie zawarli z uczelnią umowę konkretyzującą, gdzie wyjeżdżają i na ile miesięcy. Kolejny dokument dotyczył wyboru przedmiotów do nauki, które pozwalałyby na zdobycie 30 punktów ECTS (Europejski System Transferu i Akumulacji Punktów, ułatwiający uznawanie okresów studiów za granicą przez uczelnię macierzystą — przypomn. red.) w semestrze. Teoretycznie, przedmioty te powinny się pokrywać z programem danego roku na UWM, co nie zawsze jest możliwe, gdyż każda uczelnia ma inne przedmioty.
Co to jest Erasmus?
Erasmus to program, którego celem jest propagowanie i ułatwianie wymiany studentów między uczelniami krajów Unii Europejskiej. Funkcjonuje w 27 krajach Unii Europejskiej, a także w Islandii, Lichtensteinie, Norwegii oraz Turcji. Erasmus daje możliwość studiowania w zagranicznej uczelni w międzynarodowym towarzystwie — zarówno studentów, jak i profesorów. Nie trzeba starać się o urlop dziekański, ponieważ jest to kontynuacja studiów tylko, że za granicą.
Wybrali ekonomię monetarną, ekonomię transportu, ekonomię i politykę rolną, ekonomię turystyki i język angielski. We wrześniu 2007 r. Ola i Tomek dowiedzieli się, że zakwalifikowali się do wyjazdu. Otrzymali też informację o wysokości stypendium. — Byliśmy bardzo zaskoczeni — opowiadają — bo jego wysokość: 360 euro przerosła nasze oczekiwania. Początkowo zdecydowaliśmy się na wymianę na jeden semestr, a w listopadzie postanowiliśmy przedłużyć pobyt o semestr letni.
I wreszcie nastąpił upragniony wyjazd. Już w Bari studenci udali się do biura Erasmusa, by zasięgnąć informacji o adresach mieszkań. — W akademiku nie chcieliśmy mieszkać, bo nie było tam kuchni ani lodówki w pokoju, a zamierzaliśmy sami gotować — wspomina Ola. — Do gustu przypadło nam pierwsze mieszkanie z brzegu, znajdujące się blisko centrum i Starówki, oddalone od uczelni o około pół godziny jazdy autobusem. Czynsz miesięczny w wysokości 100 euro od osoby za pokój 2-osobowy (plus rachunki za światło i wodę) stanowił przystępną kwotę.
Certyfikat Erasmusa upoważniał do korzystania ze wszystkich środków komunikacji miejskiej za 6 euro miesięcznie. W mieście spotkali wielu Erasmusów z innych krajów — Niemiec, Rumunii, Hiszpanii, Chin, Australii, Bułgarii, Estonii, Litwy, Czech. Do Bari przyjechało około 300 studentów zagranicznych. — W samej naszej kamienicy mieszkało 15 Polaków, z Olsztyna, Szczecina, Lublina — mówi Tomek. — — Dzięki temu, że mieliśmy sporo żywności przywiezionej z domu, pieniądze ze stypendium wystarczały na utrzymanie się. Z góry założyliśmy sobie, że chcemy podróżować, zwiedzać Włochy, spróbować przysmaków tego kraju, dlatego żyliśmy oszczędnie. Byliśmy w Rzymie, Neapolu, Pompeiach, Toskanii, na Sycylii…
Wykłady, w większości nieobowiązkowe (aczkolwiek na niektórych były listy do podpisu) prowadzono w języku włoskim, jak i angielskim. W ciągu semestru nie było żadnych zaliczeń. Studenci musieli jednak przygotowywać prace, na przykład o turystyce w Polsce bądź razem z Włochami — o metrze. Semestr kończył się egzaminami z każdego przedmiotu. — Sesja trwała długo — od 7 grudnia do 15 lutego, bez problemu można było więc dopasować sobie termin zdawania. Do egzaminów przygotowywaliśmy się z własnych notatek oraz skryptów przygotowywanych przez profesorów uczelni. Czy nauka w języku włoskim nie sprawiała problemów? Początkowo było bardzo trudno. Bardzo dużo czasu zajęło nam tłumaczenie partii materiału ze specjalistycznymi terminami z ekonomii. Sama nauka nie była tak męcząca, jak tłumaczenia. Studenci Erasmusa nie mieli taryfy ulgowej. Byliśmy traktowani na równi ze studentami włoskimi. Po zdaniu pierwszych egzaminów byliśmy z siebie bardzo dumni. Ucząc się, bardzo ugruntowaliśmy sobie znajomość języka włoskiego. W drugim semestrze było zdecydowanie prościej. Przede wszystkim bariera językowa została przełamana. "Zadomowiliśmy się" trochę na uczelni i w mieście. Pomagaliśmy nowym Erasmusom, którzy przyjechali do Bari. Nam wcześniej takiej pomocy brakowało.
W drugim semestrze studenci mieli wykłady już tylko z dwóch przedmiotów: marketingu międzynarodowego i ekonomii regionalnej. Egzamin z pierwszego przedmiotu udałoim się zdać w czerwcu, z drugiego na początku lipca. Po powrocie do Polski musieli rozliczyć stypendium. Od października będą studentami piątego roku. — Naszą przyszłość wiążemy na pewno z Polską, ponieważ Polska bardzo się rozwija, spada bezrobocie, wzrastają płace — stwierdza Aleksandra. — Wielu bezrobotnych widzieliśmy też w Bari, gdyż południe Włoch jest znacznie biedniejsze. Tutaj widzę dla siebie szanse na dalszy rozwój na razie nie myślę więc o wyjeździe za granicę.
Ludmiła Kamińska-Bartocha
l. kaminska@gazetaolsztynska. pl
— Programem Erasmus zaczęłam się interesować na drugim roku studiów — opowiada Aleksandra. — Początkowo myślałam, że tylko nielicznym udaje się dzięki niemu wyjechać za granicę. Zasięgnęłam na ten temat informacji na uczelni, w Internecie. Poznałam kilka osób, które wcześniej uczestniczyły w takim programie. Każda z nich zachęcała mnie do tej formy wyjazdu. Jakie warunki musi spełniać student, aby móc myśleć o udziale w Erasmusie?
Najważniejsze z tych warunków, to ukończenie co najmniej pierwszego roku studiów, zgoda dziekana wydziału na kontynuację studiów za granicą, odpowiednia średnia ocena z dotychczasowego toku studiów, ale na pewno powyżej 4,0, znajomość języka kraju, do którego student chce wyjechać. Konieczne też jest podpisanie dokumentu o gotowości współfinansowania wyjazdu zagranicznego, na wypadek gdyby wysokość stypendium była niewystarczająca.
Aleksandra Sojak i Tomasz Krzywiec, obydwoje studenci Wydziału Nauk Ekonomicznych złożyli wnioski o wyjazd na przełomie marca i kwietnia 2007 roku. Byli studentami trzeciego roku, a czwarty chcieli studiować we Włoszech. — Gdy dowiedziałam się o Erasmusie, początkowo chciałam jechać do Szwecji, gdyż języka angielskiego uczyłam się od wielu lat — mówi Ola. — Tak się jakoś złożyło, że w wakacje po drugim roku studiów pojechałam do Włoch do pracy. Tam miałam pierwszy kontakt z językiem, a we wrześniu porozumiewałam się już całkiem nieźle. Po powrocie z wakacji postanowiłam uczyć się włoskiego dalej, więc zapisałam się na roczny kurs tego języka. Zaczęłam się wahać między wyborem uczelni — w Szwecji czy we Włoszech? Nie było to wcale łatwe. W końcu jednak zadecydowałam o wyjeździe do Włoch. — Natomiast ja, w ostatniej chwili zrezygnowałem z wyjazdu do Szwecji — włącza się do rozmowy Tomek Krzywiec. — Chcąc pojechać do Włoch, zapisałem się na intensywny kurs języka włoskiego, który uczelnia organizowała dla wyjeżdżających do tego kraju studentów. Kurs zakończył się egzaminem, który obydwoje z Olą zdaliśmy bardzo dobrze. To zakwalifikowało nas do wyjazdu do Bari (Universita degli Studi di Bari).
Przed wyjazdem na studentów czekało jeszcze szereg formalności. Przed wyjazdem musieli założyć w banku konto walutowe w euro, na które miało potem wpływać stypendium. Następnie zawarli z uczelnią umowę konkretyzującą, gdzie wyjeżdżają i na ile miesięcy. Kolejny dokument dotyczył wyboru przedmiotów do nauki, które pozwalałyby na zdobycie 30 punktów ECTS (Europejski System Transferu i Akumulacji Punktów, ułatwiający uznawanie okresów studiów za granicą przez uczelnię macierzystą — przypomn. red.) w semestrze. Teoretycznie, przedmioty te powinny się pokrywać z programem danego roku na UWM, co nie zawsze jest możliwe, gdyż każda uczelnia ma inne przedmioty.
Co to jest Erasmus?
Erasmus to program, którego celem jest propagowanie i ułatwianie wymiany studentów między uczelniami krajów Unii Europejskiej. Funkcjonuje w 27 krajach Unii Europejskiej, a także w Islandii, Lichtensteinie, Norwegii oraz Turcji. Erasmus daje możliwość studiowania w zagranicznej uczelni w międzynarodowym towarzystwie — zarówno studentów, jak i profesorów. Nie trzeba starać się o urlop dziekański, ponieważ jest to kontynuacja studiów tylko, że za granicą.
Wybrali ekonomię monetarną, ekonomię transportu, ekonomię i politykę rolną, ekonomię turystyki i język angielski. We wrześniu 2007 r. Ola i Tomek dowiedzieli się, że zakwalifikowali się do wyjazdu. Otrzymali też informację o wysokości stypendium. — Byliśmy bardzo zaskoczeni — opowiadają — bo jego wysokość: 360 euro przerosła nasze oczekiwania. Początkowo zdecydowaliśmy się na wymianę na jeden semestr, a w listopadzie postanowiliśmy przedłużyć pobyt o semestr letni.
I wreszcie nastąpił upragniony wyjazd. Już w Bari studenci udali się do biura Erasmusa, by zasięgnąć informacji o adresach mieszkań. — W akademiku nie chcieliśmy mieszkać, bo nie było tam kuchni ani lodówki w pokoju, a zamierzaliśmy sami gotować — wspomina Ola. — Do gustu przypadło nam pierwsze mieszkanie z brzegu, znajdujące się blisko centrum i Starówki, oddalone od uczelni o około pół godziny jazdy autobusem. Czynsz miesięczny w wysokości 100 euro od osoby za pokój 2-osobowy (plus rachunki za światło i wodę) stanowił przystępną kwotę.
Certyfikat Erasmusa upoważniał do korzystania ze wszystkich środków komunikacji miejskiej za 6 euro miesięcznie. W mieście spotkali wielu Erasmusów z innych krajów — Niemiec, Rumunii, Hiszpanii, Chin, Australii, Bułgarii, Estonii, Litwy, Czech. Do Bari przyjechało około 300 studentów zagranicznych. — W samej naszej kamienicy mieszkało 15 Polaków, z Olsztyna, Szczecina, Lublina — mówi Tomek. — — Dzięki temu, że mieliśmy sporo żywności przywiezionej z domu, pieniądze ze stypendium wystarczały na utrzymanie się. Z góry założyliśmy sobie, że chcemy podróżować, zwiedzać Włochy, spróbować przysmaków tego kraju, dlatego żyliśmy oszczędnie. Byliśmy w Rzymie, Neapolu, Pompeiach, Toskanii, na Sycylii…
Wykłady, w większości nieobowiązkowe (aczkolwiek na niektórych były listy do podpisu) prowadzono w języku włoskim, jak i angielskim. W ciągu semestru nie było żadnych zaliczeń. Studenci musieli jednak przygotowywać prace, na przykład o turystyce w Polsce bądź razem z Włochami — o metrze. Semestr kończył się egzaminami z każdego przedmiotu. — Sesja trwała długo — od 7 grudnia do 15 lutego, bez problemu można było więc dopasować sobie termin zdawania. Do egzaminów przygotowywaliśmy się z własnych notatek oraz skryptów przygotowywanych przez profesorów uczelni. Czy nauka w języku włoskim nie sprawiała problemów? Początkowo było bardzo trudno. Bardzo dużo czasu zajęło nam tłumaczenie partii materiału ze specjalistycznymi terminami z ekonomii. Sama nauka nie była tak męcząca, jak tłumaczenia. Studenci Erasmusa nie mieli taryfy ulgowej. Byliśmy traktowani na równi ze studentami włoskimi. Po zdaniu pierwszych egzaminów byliśmy z siebie bardzo dumni. Ucząc się, bardzo ugruntowaliśmy sobie znajomość języka włoskiego. W drugim semestrze było zdecydowanie prościej. Przede wszystkim bariera językowa została przełamana. "Zadomowiliśmy się" trochę na uczelni i w mieście. Pomagaliśmy nowym Erasmusom, którzy przyjechali do Bari. Nam wcześniej takiej pomocy brakowało.
W drugim semestrze studenci mieli wykłady już tylko z dwóch przedmiotów: marketingu międzynarodowego i ekonomii regionalnej. Egzamin z pierwszego przedmiotu udałoim się zdać w czerwcu, z drugiego na początku lipca. Po powrocie do Polski musieli rozliczyć stypendium. Od października będą studentami piątego roku. — Naszą przyszłość wiążemy na pewno z Polską, ponieważ Polska bardzo się rozwija, spada bezrobocie, wzrastają płace — stwierdza Aleksandra. — Wielu bezrobotnych widzieliśmy też w Bari, gdyż południe Włoch jest znacznie biedniejsze. Tutaj widzę dla siebie szanse na dalszy rozwój na razie nie myślę więc o wyjeździe za granicę.
Ludmiła Kamińska-Bartocha
l. kaminska@gazetaolsztynska. pl
